wpis Virgin czyli Unikologia Stosowana

by poniedziałek, Październik 19, 2015

Szczerze pisząc, nie wiem, co takiego miałoby Cię skłonić, do czytania tych słów, skleconych w charakterystyczny sposób, będący sumą lokalnych naleciałości puławsko-żółkiewsko-skowieszyńsko-krakowsko-warszawskich.

O czym będzie ten blog, a o czym ma być ten wpis?

No właśnie tu jest kłopocik… właściwie to nie wiem jeszcze, coś czuję, macam kategorie, bo od czegoś trzeba zacząć, skrobię i badam, ale biznes planu na bloga nie mam. Krystalizuje się to jak sól na spidosach po kąpieli w Morzu Martwym, albo ukształtowuje jak ten motyl w kokonie. Generalnie zalatuje dziewicą.

Ale ten proces trwa, próba wyrwania motyla, zanim się przepoczwarzy, może się skończyć słabo. Z życzliwości do siebie zakładam, że chodzi o motyla, a nie o ćmę nocną. Nie mam nic do ciem, kłaniam się ćmom, ale wolałabym się wpisać w ogólnie przyjętą poetykę, jeśli chodzi o porównania: że z poczwarki motyl i że on taki piękny, delikatny i wyjątkowy!.

Mam nadzieję, że nikt nie podejmie próby analizowania, co dalej z tym motylem, biorąc pod uwagę, ile sobie taki motylek po przepoczwarzeniu polata i dlaczego tak krótko, bo tu porównanie raczej siada jeśli chodzi o PijaR na nowy projekt. Może jednak wybiorę poetykę soli morskiej na kąpielówkach…, a może jednak nie wybiorę.
No szału nie ma, jeśli chodzi o wstęp do wpisu numer 1…

To może tak:
Do tematu bloga w ogóle, niekoniecznie takiego, podchodzę już tak długo i wykonałam taką ilość niepotrzebnych nikomu czynności i tylko parę naprawdę użytecznych, że przez ten czas powstało tysiące blogów, które teraz są już bardzo daleko i mają tysiące unikatowych Użytkowników, przed którymi odsłaniają się nagminnie i się chwalą statystycznie procesem wielokrotnego obnażania, konstruując lep na muchy w okienku dla sponsora.

Ja nie miałam odwagi się odsłaniać. Mogę skrobnąć poradnik do przeczytania w weekend:

100 sposobów, żeby nie założyć bloga,
50 porad, jak sobie strzelać w kolano raz po raz
oraz 20 trików jak pogrzebać nawet genialne pomysły.

Używałam tych narzędzi tak wiele razy i z taką precyzją, że możecie mi mówić Miszcz,

Miszcz Uniku i skręcania w bok, w najmniej spodziewanym momencie.

Podążasz, podążasz, podążasz, jest nawet fajnie, jakaś ekscytacja się zdarza raz po raz.. aż tu nagle znienacka: myk w prawo, bo po prawej plaża fajna jakby bardziej. (patrz foto) I ZAWSZE się znajdzie POWÓD, żeby skręcić, zostawić, porzucić, pogrzebać. No błagam… kreacja ludzka nie zna granic, ni kordonów, a 2 lub 3 powody są zawsze lepsze niż jeden. I wyglądają bardziej PROFESJONALNIE, w grupie, wskazują na inteligencję i zaangażowanie!
Gdyby dawali dyplomy i tytułu, miałabym dwa, bo jeden to byłoby za mało, żeby docenić mój wkład w rozwój UNIKOLOGII.

  • 2 dyplomy,
  • medal,
  • order honorowy,
  • różowe goździki,
  • bombonierka E. Wedel,
  • i kilka zdjęć aparatem Zorka 5 z prezesami najwyższych szczebelków i rad nadzorujących wszystkich i wszystko.

Tak świętowano by moją habilitację z tej pracochłonnej, acz popularnej w pewnych kręgach specjalizacji.

UNIKOLOGIA STOSOWANA
Właściwie to jest nauka o tym, że się skutecznie unika wchodzenia we własne kompetencje, zupełnie słusznie zakładając, że się może ich nie mieć.
No tak, ale jak się wie się, że się je ma, lub się nie ma się ?
Jest taki subtelny sposób, żeby to sprawdzić, uwaga, podaję sekreta:

TRZEBA SPRÓBOWAĆ TO ZROBIĆ.

Najpierw raz zrobić, potem drugi, a następnie trzeci.. Dobrze jest zachować taką kolejność, bo inaczej wszechświat się gubi i nie bardzo wie, jak ma Cię wesprzeć, gdy zaburzasz porządek rzeczy, kiedy ma podać rękę, a kiedy kopnąć w dupę, wszechświatowi też się może pomylić.

Stąd tak wiele „niekomfortowych” sytuacji w naszym życiu zwanych problemami, delikatnie pisząc. A pisząc niedelikatnie: brak dostępu do danych na temat porządków we wszechświecie zwany IGNORANCJĄ jest prostą ścieżką ku katastrofie, i ekologiczna to przy tym pikuś.
Wcześniej był ŻARCIK, wszechświat się nie myli, raczej reaguje właściwie, to my prosimy o wygraną zapominając zainwestować nieco, jak w dowcipie:

 

Pewien Ździsław stękał gorliwie:

„Boże spraw, żebym wygrał w Lotka”

i taką „modlitwę” uprawiał kilka razy w tygodniu, w dni kumulacji zapalając dodatkową świeczkę. Po wielu latach Bóg się w końcu zniesmaczył na chmurce i zmęczył idiotą, oraz nawet zdecydował, że się wypowie, choć nie ma w zwyczaju, bo luźny ma styl i lubi ciszę. Ale zrobił dla gamonia wyjątek, włączył sprzęt i zarządził próbę mikrofonu:

”Raz.. raz dwa..”,

a gdy wybrzmiało niebo słusznym echem, powiedział drukowanymi literami do Ździsia, robiąc przerwę między wyrazami, żeby zwiększyć szanse skumania przekazu:

„ CHŁOPIE.   DAJ  MI   SZANSĘ!  

KUP  LOS !”

Niektóre źródła podają, że nawet zaklął na końcu krwiście, dla ubarwienia wypowiedzi oraz by nawiązać do swojskiej stylistyki Ździcha, lecz nie mam jeszcze śmiałości tak wiernie cytować.

Czyli wychodzi na to, że:
Jest etap inwestowania, etap rozwijania umiejętności oraz wielu prób, a potem jest etap szczytu i zbierania plonu, albo wielu szczytów i zbierania wielu plonów. I wychodzi na to, że kolejność jest jednak ważna.
Albo brak szczytów i brak plonów (gdy pomylimy etapy albo gdy pogoda nie dopisze). No, ale nawet wtedy można już zarzucić myślą, czy to na pewno ścieżka ku kompetencji i czy na pewno mojej. Jest już o czym dyskutować i jest już z czym. Zamiast z licznymi wykastrowanymi głosami w głowie sabotującymi każdy ruch ku wolności, można już pogadać z faktami:

  •  ludzie mnie czytają
  • zostawili komentarze, ….2 komentarze..,
  • na liście są nawet znajomi mamy, bo rodzicielka wspiera jak może, chociaż zasłania oczy ze zgorszenia czytając wpisy,
  • a po przeczytaniu ostatniego z 5 -ciu wpisów znowu pytali:

„…rany co Ty brałaś, daj trochę…”.

Rosnąca popularność, niewybredne komentarze, fakt, że się dzieje, można uznać za wskaźnik, …jakiś.
Tak wiem… są jeszcze interpretacje wskaźników i tu się może wiele wydarzyć, bo ilu ludzi tyle wskaźników i wyobrażeń na temat własnych kompetencji, pomnożonych o wyobrażenia i wskaźniki rodziny i przyjaciół na temat naszych kompetencji. Robi się grubo, a raczej gęsto.
Przy dużym doświadczeniu łykania bajerek, to może być znacznie więcej interpretacji przypadających na jedną osobę niż kropek w moim blogowym logu. Nie ma takiego komputera, który by to ogarnął, ale my ludzie dajemy radę, wciągamy wszystko, co obce, grzebiąc co nasze i co istotne.

Ale przynajmniej są dane, jest szansa na sukces, teraz już tylko wysłać do kina tych wszystkich, którzy mają do powiedzenia tak wiele na nasz temat i jesteśmy w domu.
Taaa.. Nie ma tak łatwo. Ale od czegoś trzeba zacząć, więc zaczynam.

1-wszy wpis, potem 2-gi, a potem 3-ci. Jak już zaczniecie pytać „co brałam?”, przystąpię do analizy i wyciągania wniosków. Nie obiecuję, że wnioski będą na Waszą korzyść.

Gdyż…

skóra ignorancji bywa gruba, pokłady samouwielbienia wielkie, auto-analizy bywają dalece subiektywne, a duże doświadczenie w łykaniu bajerek obcych ludzi jest nie do przecenienia. Może się więc okazać, że się jednak sobą na tyle zachwycę, że może zechcę pobłyszczeć, albo dla równowagi zdecyduję się mieć focha. Zobaczę jeszcze.

Dziękuję, że czytasz.
Agnieshka dot

38 total views, 1 views today

Brak komentarzy

Co o tym myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *