O MNIE czyli AGA dot

by poniedziałek, Październik 19, 2015

Łączę KROPKI, interpretuję i wyciągam wnioski, pragnąc zobaczyć słonia w całości.
Wpadłam na pomysł, że umiem pisać wyrazy i ośmielam się tym dzielić.

Wychodzi na to, że jestem początkującą blogerką, poruszam się w sieci z zielonym listkiem na czole. Lepiej na czole, niż na siusiaku jak mniemam, choć w jednym i w drugim przypadku, jest to atrybut początkujących w procesie zmiany. Początkująca blogerka, początkujący grzesznik, niezależnie od swojego hobby paradują z zielonym listowiem przypiętym tu i tam, odsłaniając to i tamto, raz po raz. Przy czym blogerki z ilości odsłon potrafią potem zrobić biznes. Nie mam pewności, jak jest z grzesznikami, ale z pewnością czerpią z tego jakąś korzyść.

Nie będzie tu więc zbyt wiele o tym, co może mnie jako blogerkę określać. Za mało danych.

Zawsze jest jednak jakaś korzyść z bycia na początku drogi… np. większa wyrozumiałość innych przekładająca się na mniej wybredne komentarze i łagodniejsze opinie?

Serio?

Ale jak to mówi Pippi Langstrumpf:

„…nadzieję można mieć”

To mam.

Czuję się specjalistą od wewnętrznego prawa przyczyny i skutku w praktyce, w przełożeniu na przestrzeń tu i teraz, ekspertem od interpretacji i mandali kreatywnych oraz projekcji we-wnętrznych.

Generalnie raczej czuję niż wiem.

Nadrabiam grafomanią, gdyż myślę, że umiem napisać słów kilka,

Projektuję wnętrza, bo też myślę, że umiem, oraz bezczelnie na tym zarabiam, tutaj zarabiam.
Na projektowaniu, nie na pisaniu, aż taki tupet mnie nie dotyczy.

Jestem dizajnerka jedna, samozwańcza, kiedyś uwierzyłam, że mogę projektować i jeszcze mi nie przeszło. Projektuję „inaczej”, raczej oswajam i interpretuję, nadużywając intuicji oraz wrażliwości, która mi czasem bokiem wychodzi. Wrażliwość, znaczy się nie intuicja, gdyż jak wiele zjawisk wrażliwość bywa dalece przereklamowana

Czy już wspominałam, że poczucie wewnętrzne jest dalece subiektywne? I raczej jest bardzo prawdopodobne, że się mija z tzw faktami, ale parafrazując Pippi:

„…poczucie można mieć”

To mam.

Bywam dowodem na to, że do powołania można się dokopać pomimo wielowarstwowych ograniczeń oraz brakiem dowodu na to, że na realizację marzeń jest zbyt późno.

Jestem mistrzem ZPT-ów, jako nastolatka znałam wszystkie składy metalowe w okolicznych wsiach, między gumiakami rolników i składem ocynkowanych wiader, odkrywałam swoje fascynacje mniej lub bardziej surową stalą w każdej postaci, intrygująca siermiężność! Zafascynowana prostym dizajnem krowiego łańcucha nie mogłam przypuszczać, że kiedyś wykorzystam go w sklepie z subtelną biżuterią, w eleganckim centrum handlowym w samej stolicy.
Mam patent na biżuterię ze śrubek i lampy ze wszystkiego, dziecięcy sentyment do „widoczków” zagrzebanych w ziemi, potrafię się zainspirować pustakiem, z którego „już się nawet kurników nie stawia”.
Posiadam obsesję kontrastu: diamentu w betonie, stali rdzewnej i wymuskanej szklanej mozaiki, kropli rosy w zagłębieniu zwykłego kamienia. Takie szorstkie romantico, nieśmiały soft industrial, retro refreshing i rebirthing w odpowiednim kontekście.

LUBIĘ…

  • gdy rzeczy i zjawiska docierają do swojej własnej istoty, nabierając nowego znaczenia,
  • gdy proste rozwiązania przynoszą wielką zmianę,
  • gdy właściwy ruch JEDNEGO przynosi ulgę WIELU,
  • gdy ludzie odważnie kreują nowe rzeczywistości, pasujące jak ulał do sposobu w jaki postrzegają świat,
  • albo z pasją odkrywają harmonię, która już w przestrzeni istnieje,
  • i intymną estetykę, która odbija się w nich jak w lustrze.

„Wszystko co prawdziwe, a nie udawane”*

jest w CENTRUM mojej uwagi.

 

Dziękuję, że czytasz.
Agnieshka dot

 

*Antyszanty ”Nie wszystko zostało napisane” Spięty

3,080 total views, 7 views today

No tags 0 Comments 2

Brak komentarzy

Co o tym myślisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *